Olśnić i zatrzymać

To ja chcę przede wszystkim w życiu realnym i to nie wszystkich i wtedy staram się oj staram się bardzo I wtedy nie tylko Szymborska, ale i Tuwim i Leśmian i Gałczyński z pamięci leci, nie zapominając o moim ukochanym Baczyńskim. I jeszcze kilku innych -ale strony zabraknie gdybym wszystkie moje fascynacje poetycko- literackie wymienić miała. Zachłanna jestem na literki strasznie Ale czasami jestem jak drwal i „rąbię” kolokwialnie rzecz ujmując prosto z mostu i w bonusie jeszcze jakieś przekleństwo dorzucę- i wtedy jestem chyba babą i po babsku się zachowuję ( a w ogóle cóż to za określenie – po babsku?- znaczy się to coś gorszego? Czy tym określeniem aby się nie obraża? Bagatelizuje? Itd? )

Z inteligencji raczej nie staram się korzystać- ona jakoś dziwnie korzysta ze mnie- jakaś taka dziwna symbioza jest między nami. Czasami nawet jej nie zauważam i nie myślę o niej bo po prostu jest- jak tlen w płucach. Może za mało jej uwagi poświęcam? Hm…

Wyruszam w najdalsze nawet tułaczki i wędrówki (zwane przez niektórych-peregrynacjami) kiedy mam przypuszczenie, że poznam coś nowego. Odmienny stan świadomości zawsze mnie kręcił. I albo coś mnie zatrzyma albo nie. Nie każdy musi lubić schabowego z kapustą. De gustibus non disputandum est … czyż nie tak nas uczono? Mnie z pewnością. I choć dla większości Mickiewicz czy Słowacki wielkim poetą był- dla mnie nie. Ja też nie muszę (Mogę się ewentualnie wstydzić za błędy, bo i takowe się zdarzają czasami niestety)Bo mam prawo wyboru, prawo do swojego punktu widzenia, do swojego zdania z zachowaniem oczywiście taktu i zasad bezpieczeństwa zdrowia psychicznego adwersarza rozmowy

I jeśli będę po raz setny epatować uczuciami to to zrobię, jeśli będę je chciała odmienić przez wszystkie przypadki też to zrobię jeśli poczuję taką potrzebę. I mogę być wtedy naiwna w swoim pisaniu, pretensjonalna, nieporadna grafomanka. Nie szkodzi. Bo to mój świat – i przeżywam go po swojemu i na zewnątrz wyrażam go po mojemu a nie tak jak mi nakazano- albo oczekiwano by ode mnie. Mam także nutę oponenta w sobie. I wtedy zawsze Herbertowe powiedzenie -śmieci płyną tylko z prądem- wywołuje we mnie komfort psychiczny


Kocham Cię tak, bo nie umiem kochać inaczej…

Wymyśliłam Cię. Nawet nie wiem kiedy. Wiem jak wyglądasz i jak pachniesz. Ja po prostu wiem… Czasami patrząc w niebo wydaje mi się, że patrzę na nie Twoimi oczami. Kocham Cię każdą, doskonałą i niedoskonałą w całej swojej okazałości. Nie ma Cię a ja wiem, że gdzieś tam istniejesz. Szukamy się po omacku jednak coraz bardziej świadome tego czego pragniemy. Wiem. Jestem w tym bardzo podobna. Tak myślę, skoro najprawdopodobniej zdołasz mnie ujarzmić tylko pewnością tego, że istniejesz gdzieś jednak.

Czy można kochać wyobrażenie? Czy można zatracić się w miłości, która nie istnieje? Którą zaledwie przeczuwasz wiatrem, szelestem traw, chrzęszczącym pod stopami śniegiem? Jak można kochać kogoś kogo tak de facto nie ma w twoim życiu? Jak można oddać mu wszystkie myśli i każdą chwilę? Jak można? To cienka linia nad przepaścią. Paranoja pozamykana w szczelnym pokoju snów. To zbawienie czy skazanie na wiecznie rozdarte serce i duszę? Czy można tak kochać? Czy jestem zdolna tak kochać? Czy może jednak boję się, że mogę tak pokochać? I co wtedy? Niewolnik miłości? A może już tak kochałam i wiem jak bardzo boli ostatni świadomy kęs? A może nie kochałam aż tak i ta niewyobrażalna siła mnie przeraża? A jednak ciągle siedzi mi w głowie, przyspiesza puls.. bo wiem, że kiedyś spotkam jej spojrzenie i zapadając się w nim, pomyślę… :wiedziałam, że istniejesz…

To co najważniejsze między ludźmi zaczyna się zanim zaczną mówić… Nie potrzeba zawołań, zapewnień, potoku sylab. Przestrzeń , Ty i Ona… Chemia co osiada na niewidzialnej nici pomiędzy… Chłoniesz… Wpatrujesz się w najpierw w oczy. Dostrzegasz w nich wrota do duszy. Ledwo dostrzegalna klamka nagle sama opada i uchylone drzwi przepuszczają światło. A ja- my jak ćmy za światłem podążamy. I jeden tylko krok dzieli nas od zaczarowanych ogrodów duszy. A tam myśli kwitną jak kwiaty, uczucia jak drzewa pochylają pod naporem. Bluszcz niepewności na zardzewiałej furtce owija ją jak niespełnione marzenia posiadaczki ogrodu. Ta cisza.. ta cisza jest piękna, brzmi jak muzyka. Słońce co nieśmiało zagląda przez gąszcze lęków promienną smugą znaczy ścieżki z dni.. I kiedy już tam wejdziesz, kiedy zachłyśniesz się i poczujesz puls prawie matki ziemi, to na tej ławeczce co ukryta w rogu, przysiądziesz i rozgościsz się na wieczność..

Potem wpatrujesz się w usta. Okazuje się, że wiesz jak się będą układać kiedy wypowiadać będzie nic nie znaczące dla innych słowa. Ale pomiędzy nimi wyłapiesz przyśpieszony oddech. Powietrze, które zawiesi gęstą siatkę utkaną z każdej niewypowiedzianej myśli wprost. Zdziwisz się, po prostu się zdziwisz, że poznasz to wszystko zanim… Klucz.. pin… hasło- odzew.. Magia. Dłonie, które zatańczą razem z wypowiadanymi zdaniami… od czasu do czasu niesforne włosy poprawiając.. I przystaniesz. Świat będzie biegł do przodu, wszystko nagle przyśpieszy. Tylko nie ty. Ty zwolnisz. Zatrzymasz się i będziesz tak wisieć pomiędzy chwilami. Kołysać się na krańcach jej rzęs…

Wymyśliłam Cię czy przeczuwam? Czy podążając do mojego Absolutu po prostu muszę Cię nie minąć, omijając przypadkowe flirty, przelotny seks, ułudy nic nie znaczących „związków”? Czy czekając na miłość- czekać pozbawiając się nadziei, każdego dnia- kiedy zwątpienie, że istniejesz dla mnie dopada w najmniej oczekiwanej chwili? Może poddać się leczeniu? Może wyrzucić Cię z głowy? Może się uda? Próbuję. Prawie każdego dnia walczę sama ze sobą. Ale jak z serca, kiedy królujesz tam niepodzielnie, i tylko ja wiem jaką masz nad nim władzę? A może to tylko sen… po prostu długi sen.. A wszystko to jest tylko nocną mrzonką? Pewność, że wiem jak przy Tobie będę się czuć, napawa mnie strachem… Boję się wtedy, że przy nikim innym już nigdy tak czuć się nie będę…